Rozdział I

ABDON

Szedłem swobodnym krokiem przez korytarz szkolny. Pierwszy dzień zajęć, a ja już jestem wezwany do dyrektora. Ale tym razem to nie była moja wina. To wina tego przeklętego Boba Schuwenkarda. Głupi niemec. Pomyślałem przewracając oczami. Co w nim widzą te wszystkie dziewczyny? Może i ma kasę i dom, który wygląda jak willa, ale jest strasznym dupkiem. Popchnąłem go lekko kiedy zaczął się do mnie stawiać, a ten już złamał rękę. A teraz wszystkie dziewczyny go otoczyły i wielbią jak greckiego boga.
Otwarłem drzwi do sekretariatu i wszedłem leniwym krokiem. Mimi, nowa sekretarka, a właściwie nie taka nowa, pracuje tu od zeszłego  roku i już zdążyła się do mnie przyzwyczaić. Jestem bardzo częstym gościem w gabinecie dyrektora.
- Hej.- powiedziałem siadając na plastikowym żółtym krześle przed gabinetem.
- Cześć Abdon, już pierwszego dnia tutaj?- dziewczyna siedziała za biurkiem i segregowała jakieś papiery.
- Zaś przez Pana Delikatnego.- bąknąłem pod nosem, a Mimi zachichotała. Była drobną blondynką o niebieskich oczach, zawsze dobrze opalona i zadbana. I wcale nie była głupia, dlatego nie rozumiałem dlaczego pracuje w szkole jako sekretarka.
- Co tym razem mu zrobiłeś?- spytała podnosząc wszystkie papiery żeby wyrównać i schowała je do niebieskiej teczki.
- Coś się rzucał do mnie to go lekko popchnąłem, a on się przewrócił i połamał rękę.- dziewczyna spojrzała na mnie podejrzliwie, a w tej samej chwili otworzyły się drzwi do gabinetu  dyrektora. Niewysoki mężczyzna o ciemnobrązowych włosach w czarnym garniturze, zaprosił mnie gestem do środka. Westchnąłem i podniosłem się z krzesła. Wszedłem do środka i usiadłem na dobrze mi już znanym krześle na przeciwko biurka dyrektora. On w milczeniu usiadł na przeciwko mnie i oparł się na krześle.
- Cześć wujku.- wymamrotałem.
- Abdon coś ty zaś nawyrabiał? Ojciec Boba mnie meczy telefonami już od wczoraj.- podniósł telefon z blatu biurka i pokazał trzy nieodebrane połączenia, spojrzał na mnie surowym wzrokiem.
- To nie była moja wina.- powiedziałem opierając się na oparciu krzesła.- Zaczepiał się  to go lekko popchnąłem, a ten się specjalnie wywrócił, a to, że przy tym złamał rękę to nie moja wina.
- Don! Przyjąłem Cię do tej szkoły na prośbę twojego ojca. Twoja kartoteka nie jest za wesoła, bójki, napady i tak dalej. Z takimi zasługami nie przyjmą cie do żadnej porządnej szkoły. Jest krucho.-westchnął.
- Staram się... Ale nie mam zamiaru być popychadłem dla tego szwaba.
- Powiem tak. jeszcze jedno przewinienie w tym półroczu, a wylatujesz.- wujek patrzał na mnie surowym wzrokiem, a mnie zatkało. Nie może mnie wyrzucić! Nie przez tego dupka. Zacisnąłem szczęki.
- Dobra. Nie będzie już, ani jednej bójki.
- To dobrze.- wujek oparł się o oparcie i popatrzał na mnie.- Co masz teraz za lekcję?
- Angielski.
- Dasz rade nadrobić tą jedną lekcje?- wujek uśmiechnął się lekko.
- Jasne. Bez problemu.- wyszczerzyłem się w szerokim uśmiechu.
- To chodźmy już na lunch do stołówki.- wstaliśmy równo z krzeseł i powoli ruszyliśmy do drzwi. Weszliśmy do sekretariatu. Przy biurku Mimi stało dwóch mężczyzn. Dziewczyna wyglądał na lekko przestraszoną.
- Ci panowie chcą zabrać Abdona na przesłuchanie.- powiedziała opanowanym głosem sekretarka, a mnie oczy prawie wypadły z  orbit. Mnie na przesłuchanie?!
- Przepraszam, ale o co chodzi i kim panowie są?.- wujek stanął przede mną zasłaniając mnie.
- Jesteśmy funkcjonariuszami FBI i mamy parę pytań do Abdona.- odpowiedział blondyn o półdługich włosach.
- No dobrze, pojadę.- westchnąłem.- Ale po drodze mi wytłumaczycie o co chodzi.
-  Oczywiście.- blondyn wyglądał na niewiele starszego ode mnie i wujek chyba to zauważył.
- A czy mógłbym zobaczyć państwa identyfikatory?- spytał podejrzliwie.
- Tak, oczywiście.- tym razem odezwał się drugi mężczyzna, był wysoki. Na oko miał jakieś dwa metry. Był o parę centymetrów wyższy ode mnie, ale również był blondynem jak jego kolega. Obaj wyciągnęli identyfikatory i pokazali je wujkowi.
- Możecie go wziąć na przesłuchanie.- westchnął ciężko.
- Wujku...- zacząłem, ale przerwał mi.
- Nie powiem twojemu ojcu...- powiedział.
- Dziękuję.- powoli ruszyłem do mężczyzn.- Wezmę tylko kurtkę z szafki.- tym razem odezwałem się do funkcjonariuszy.
- Dobrze, nie ma pośpiechu.- uśmiechnął się pierwszy i powoli ruszył za mną do wyjścia. Zauważyłem, że różnią się tylko kolorem oczu. Pierwszy miał niebieski i może to zabrzmi dziwnie bo jestem facetem, ale były piękne. Lśniły jak ocean w słoneczny dzień. A drugi miał zielone jak trawa w Head Parku. Cóż to jedyne porównanie jakie mi przyszło do głowy.
- Wiec ile masz lat Abdonie?- spytał zielonooki.
- Za parę dni będę miał szesnaście.- podszedłem do szafki i otwarłem ją. Wziąłem z niej czarną skórzaną  kurtkę i znów zamknąłem.- Możemy już iść.
- No wiec chodźmy.- tym razem odezwał się błękitnooki i uśmiechnął  się. Ruszyliśmy przez korytarz szkolny i wyszliśmy na parking przed szkołą. Pomiędzy autami stało czarne alfa romeo. Wyróżniało się dlatego, że nauczycieli pracujący  w tej szkole nie stać na takie auta.
- Ja tym razem prowadzę.- odezwał się zielonooki.
- Umawialiśmy się, że dopiero w drodze powrotnej.- błękitnooki wyciągnął kluczyki i ruszył w stronę auta od strony kierowcy.
- Zaraz, to znaczy, że jeszcze gdzieś jedziemy?- wtrąciłem się.
- Musimy odwiedzić jeszcze jedna szkołę.- odezwał się zielonooki.
- Jak wsiądziemy do auta to ci wytłumaczymy o co chodzi.- powiedział niebieskooki otwierając drzwi od strony kierowcy.
- A co tym razem zrobiłem?
- Nic, a aż tak często masz kłopoty?- zaśmiał się zielonooki.
- No powiedzmy.- wymamrotałem.
- A czemu byłeś u dyrektora?- spytał zielonooki otwierając mi drzwi z tył.
- Bo dziś rani jeden dupek się do mnie rzucił i go lekko popchnąłem, a ten się wywrócił specjalnie i złamał rękę.- powiedziałem z  niechęcią.
-  Mówisz, że popchnąłeś go lekko...- niebieskooki popatr4zał poważnie na swojego przyjaciela/
- Tak, a co?- wsiadłem na tylne siedzenie.- Coś czuję, że teraz będzie dziwnie.- popatrzałem na obu mężczyzn.
- No trochę, ale jak się przyzwyczaisz to będzie już całkiem normalnie.- uśmiechnął  się pocieszająco zielonooki.- A tak w ogóle to jestem Micki, a to jest Raphaell, ale wszyscy mówią do niego Fell.- Micki posłał mi promienny uśmiech.
- No tak, mnie już znacie, Abdon.
- Dobra, a teraz słuchaj bo to bardzo ważne.- odezwał się Fell odpalają silnik i cofając z parkingu.- To co ci teraz powiemy jest tajne i nie możesz o tym nikomu powiedzieć-
- Wątpię żeby ci uwierzyli.- wtrącił Micki.
- Na świecie istnieje mała grupa ludzi z  odmiennym DNA.- kontynuował Fell.- Jest ich co raz mniej. Ludzie z tym DNA potrafią wiele rzeczy, a mianowicie: podróże miedzy wymiarami, tworzenie nowych wymiarów,  dwa razy większą siłę od zwykłych ludzi, czasami możecie się poruszać nawet szybciej od zwykłych ludzi no i każdy fantazysta posiada swoją własną nadzwyczajną moc.
- Pewnie teraz uznasz nas za wariatów, ale możemy ci udowodnić, że jesteś fantazystą no i udowodnić również to, że oni istnieją.- odezwał się Micki, a ja zacząłem się poważnie zastanawiać czy oni są wariatami czy mówią poważnie.
-  To po co jedziemy w to jeszcze jedno miejsce?- spytałem zrezygnowany. No bo czy miałem wybór? Jeśli z nimi nie pojadę to mogę skończyć razem z nimi w wariatkowie.
- Musimy szukać fantazystów. Możemy ich znaleźć dopiero wtedy kiedy zbliżają się ich szesnaste urodziny bo wtedy ujawniają się ich moce i DNA ulega częściowej zmianie i przystosowuje się do przeskakiwania miedzy wymiarami.- wyjaśnił Micki.
- A dużo nas jest?
- Ja Fell, Gabriela po którą właśnie jedziemy, ty i Daniel nasz przywódca.- odezwał si.ę  znów Micki. Fell skupił się teraz na drodze i tak jakby nie słuchał co mówię.
- Macie przywódcę?- spytałem co raz bardziej zaskoczony informacjami dzisiejszego dnia.
- Tak jakby. Jest nam potrzebny przy szukaniu nowych fantazystów.- wyjaśnił Micki wyglądając za okno.
- A właściwie jak powstali fantazyści?- spytałem również wyglądając za okno.
-  Historia mówi, że jesteśmy stworzeni przez Lilith, która sama posiada podobne moce i stworzyła w nowym wymiarze  krainę demonów. Co dziennie o 03:03 otwiera się przejście do jej wymiaru.- Micki wydawał się całkiem nieobecny teraz. Fell zwolnił i położył mu rękę na kolanie, a Micki powoli spojrzał na niego. Jego niebieskooki przyjaciel posłał mu pocieszający uśmiechnął.
- Wiem, że to nie moja sprawa, ale ty chyba tam byłeś, prawda?- spojrzałem na Micki' ego.
- Tak. Musiałem przejść do tego wymiaru żeby zerwać moją więź z Jeny.- westchnął Micki.
- Jaką więź?- spojrzałem na niego marszcząc brwi.
- W wieku szesnastu lat fantazyści zostają połączeni ze sobą przez wyrocznię i mają zostać mężem i żoną. A ponieważ my jesteśmy nieśmiertelni to jest tak już do końca świata.- wyjaśnił.
- Jak to? Nie można samemu wybrać sobie partnerki lub partnera życiowego?- moje zaskoczenie lekko zaskoczyło chłopaków.
- Niestety nie. Trzeba pokochać tego kogo wybrała ci wyrocznia.- wyjaśnił znów Micki.
- A tak właściwie to jaki to ma związek z Lilith?- spytałem powoli.
- Musiałem wyruszyć do jej wymiaru aby stanąć przed nią i prosić o zmianę życiowego partnera.
- Wybrał mnie.- wtrącił się Fell.- uprzedzając twoje kolejne pytanie, tak jesteśmy gejami.
- Nie mam nic przeciwko gejom czy lezbijką.- powiedziałem lekko się uśmiechając.
- To dobrze bo będziemy cię szkolić i uczyć o mocach i zasadach fantazystów.- powiedział Fell szeroko się uśmiechając.
- Dodatkowa szkoła?- jęknąłem, a Micki i Fell wybuchli śmiechem.
- Po zajęciach w obecnej szkole przyjdziesz do nas na trzy moęe cztery godziny i trochę cię pouczymy.- powiedział Micki.
- Ni trudno. To już po zawodach w biegach.- westchnąłem.
- Coś wymyślimy żebyś też mógł trenować.- uśmiechnął się Fell i zgasił silnik. Staliśmy na parking przed szkołą jakieś siedem kilometrów oddalonej od mojej.

4 komentarze: